Zrządzenie losu no.17

24 lipca

Tego dnia Robert miał. urodziny. Z tej okazji Julia wcześniej kupowała dla niego mnóstwo prezentów, twierdząc, że wszystkie te rzeczy starczą mu do końca życia, zaś dzień wcześniej wymyśliliśmy razem, jak będziemy obchodzić jego urodziny. W nocy, gdy Robert już zasnął, wynieśliśmy go na łóżku do innego domu na winnicy. Był tam już chłopak, który prowadził nas do Baptiste’a: przedstawił się jako Henry, choć nadal wyglądał identycznie jak Alain Delon. Wyszedł razem z nami, zostawiając w środku przyjaciół, którzy mieli czekać do rana.

Wnętrze domu miało zmieniony wystrój i Robert miał się poczuć, jakby nagle zmienił tożsamość. Został obudzony graniem na trąbce jednego z przyjaciół Henry’ego, który twierdził, że jest jego kuzynem i następnie, jako że Robert nie bardzo wiedział, gdzie się znajduje ani co się z nim dzieje, opowiedział mu całą, wymyśloną historię jego życia. Robert, może dlatego że był nie do końca rozbudzony, uwierzył w tę barwną, wręcz mitologiczną opowieść i zamierzał już wstać, gdy rozległo się głośne pukanie do drzwi. Zanim kuzyn zdążył do nich podejść, zostały wyważone. Do środka wtargnęło kilku zamaskowanych przyjaciół Henry’ego i i wrzeszcząc na całe gardła, oskarżyli Roberta o ucieczkę z więzienia, zaaresztowali i obiecali, że jeszcze dzisiaj tam wróci i już nigdy ponownie nie ujrzy światła dziennego. Kuzyn został brutalnie odepchnięty, a przerażonemu Robertowi zawiązano oczy, zaaresztowano go i wyprowadzono na zewnątrz – prosto do naszego domu, gdzie czekaliśmy na niego z tortem, śpiewając głośno „Sto lat”. W pierwszej chwili miał ochotę się na nas rzucić, ale zaraz potem uściskał wszystkich mocno, śmiejąc się.

  • Wariaci – powiedział. – Jak ja was uwielbiam.

Wieczorem Baptiste podarował mu dwie butelki wina: różowe i czerwone.

  • To roczniki, których nie sprzedaję – wyznał. – Zarezerwowane są tylko dla przyjaciół. – uśmiechnął się serdecznie, życząc Robertowi wszystkiego najlepszego, a gdy ten powiedział, że piją to wino, czuje się, jakby był w Niebie, Baptiste wręczył mu jeszcze dwie butelki i uścisnął dłoń tak, jakby znali się wzajemnie przynajmniej od dzieciństwa.

  • Jak ja się starzeję – pokręcił głową Robert. – A niech to, jestem już o rok starszy…

  • Jesteś o rok dłużej z nami, pomyśl w ten sposób – powiedziała z uśmiechem Julia.

Wróciliśmy do domu i zaproponowałem, by zrobić wieczór filmowy. Dawno nic nie oglądałem, nie potrzebowałem tego, ale teraz uznałem, że będziemy się dobrze bawić przy jakimś filmie. Robert podszedł do szafki, na której stał telewizor i zaczął przeglądać rozłożone w bezładzie płyty, mrucząc przy tym pod nosem i odkładając na bok, gdy odkrywał, że są tylko po francusku.

  • Titanic! – wykrzyknął w końcu uradowany, a w tym samym momencie Julia opuściła ramionami, robiąc zawiedzioną minę. – Oglądałem to już z tysiąc razy, ale co tam. Uwielbiam historię Titanica. Nie tylko tę filmową. – wyjaśnił po chwili niezręcznej ciszy, wkładając już płytę do odtwarzacza. – Wyobraźcie sobie, że był pisarz, któremu gorączka przyniosła pomysł na nową powieść. Opowiadała ona historię największego statku w historii świata, który miał być niezwyciężony, ale zatonął podczas swego pierwszego rejsu po zderzeniu z górą lodową. Nazywał się Titan. – Robert mówił z zapałem, przerywając tylko na chwilę, by zaczerpnąć oddechu. – Co więcej, zgadzało się położenie i liczba osób, które zatonęły z powodu zbyt małej ilości szalup, wyobrażacie sobie? Zgadzała się nawet data, a kapitan Titanica nazywał dokładnie tak, jak ten z powieści, napisanej kilkanaście lat wcześniej! Tak jakby katastrofa została przewidziana…

  • Może tak właśnie miało być – dokończyłem z uśmiechem za Roberta. To była dobra historia. Nie słyszałem jej nigdy wcześniej i nie wiedziałem, czy ją wymyślił, czy była prawdziwa, ale podobała mi się. Chciałem mu to powiedzieć, ale dodałem tylko. – No, to oglądamy ten film?

Okazało się, że płyta jest popsuta i film nie odtwarza dźwięku. Przez jakiś czas bawiliśmy się, udając głosy bohaterów, ale potem zdecydowaliśmy, że włączymy „Jeszcze dalej niż północ” w wersji francuskiej z angielskimi napisami.

W tym czasie wino różowe zdążyło się już schłodzić w lodówce, wyjęliśmy je więc, odkorkowaliśmy i nalaliśmy do kieliszków, ponownie składając Robertowi najlepsze życzenia z okazji urodzin. W połowie filmu usłyszeliśmy grzmot, a następnie błysk rozdarł nocne niebo. Lunął deszcz.

  • Masz szczęście – powiedziała Julia do Roberta. – Zawsze deszcz, gdziekolwiek się pojawisz. Twoje urodziny nigdy nie były spokojne.

  • To chyba znak – Robert właśnie zabierał się za otwieranie butelki z czerwonym winem.

Wspaniale się bawiliśmy i gdybym tylko mógł wybierać dni, z których składałby się moja wieczność, ten z pewnością byłby pośród nich. Gdy skończył się film, Julia porwała do tańca mnie i Roberta, śmiejąc się złociście. Świat przez chwilę wirował w mojej głowie, a gdy znów padłem na kanapę, poczułem, jakbym wychodził z siebie, oglądał cały pokój jako osoba trzecia i znów powracał do swego ciała. Doznałem wrażenia, jakby powietrze gęstniało, a ja był rybą w akwarium o nieustannie zmieniających się kształtach.

  • Zdradzić ci tajemnicę, Karol? – Robert usiadł obok mnie. Usłyszałem jego głos dochodzący jakby z bardzo daleka i w tym momencie przypomniałem sobie o tajemnicy, której jednak nie powierzyła nam Florence. – Powiem ci…kiedyś wszyscy będziemy sławni i bogaci. Rozumiesz, cała nasza trójka zasługuje, by być bohaterami powieści…

  • Daj spokój, Robert – nie lubiłem rozmawiać o dalekiej przyszłości, bo były to tylko wyobrażenia, a znałem siłę wyobraźni i nie chciałem, by zastępowała ona rzeczywistość.

  • Ale chciałem ci powiedzieć…

  • Daj spokój. Zobaczymy, co będzie. – poklepałem go po ramieniu.

  • Właśnie przypomniałam sobie moją starą klasę z gimnazjum – powiedziała Julia. – Wszyscy tak przychodzą, odchodzą, te kontakty są takie papierowe…

  • Ja chciałbym mieć z wami kontakt do końca życia – wyznał Robert i na potwierdzenie jego słów wznieśliśmy toast za naszą trójkę.

Nie do wiary, jak podróż go zmieniła. Kiedy go poznałem, był cichym mężczyzną, który wypowiadał się, gdy tylko była taka potrzeba, teraz zaś stał się duszą towarzystwa. Chciałem ułożyć o nim jakiś wierszyk, ale nie przychodziły mi do głowy żadne rymy z jego imieniem, więc powiedziałem, że bardzo pasowałoby, gdybym nazywał się „Łukasz” i zacząłem chodzić po pokoju, nucąc jak mantrę „Łukasz, Łukasz, czego szukasz?”

  • Ty to jesteś, Karol. Będą z ciebie ludzie, mówię ci. – Robert kręcił głową ze śmiechem.

Razem z Julią bez końca, jakbyśmy zapominali, co przed chwilą robiliśmy, składaliśmy mu życzenia urodzinowe. Położyliśmy się spać dopiero, gdy było już mocno po północy. Burza nie ustała, wiatr dmuchał w szyby, a deszcz jeszcze bardziej przybrał na sile. Śniło mi się coś i wydawało mi się, że już kiedyś miałem podobny sen, jednak co chwilę się budziłem i nie potrafiłem się skupić, ani rozróżnić, co jest prawdziwym błyskiem rozświetlającym niebo, a co jedynie dzieje się w mojej głowie.

Mikołaj Wyrzykowski

(Nico Cigale)

Ciąg dalszy nastąpi

Aby zakupić te lub inną moją powieść, wystarczy się ze mną skontaktować

Zobacz podobne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *