Marta Zaparucha. Projektanka naszej okładki

Nasza książka ma niepowtarzalną okładkę, którą zaprojektowała Marta, koleżanka Mikołaja z klasy. Kiedy zobaczyliśmy jak narysowała campera i nas z psami, przykleiły się nam nosy do komputera. To niemożliwe, to przecież my jesteśmy!

Rozwiane grzywy, Mikołaj w oknie, Ania z mapą i Wojtek za sterem naszej przygody. Marta trwała z nami gdy trzeba było okładkę przycinać i wklejać narastającą lawinowo grupę patronów. Zwłaszcza, że ostatni patron znalazł się pół godziny przed jej wyjściem do szkoły a naszym wysłaniem okładki do drukarni.  Marta wszystkiemu dała radę.

Marta sama okładkę naszej książki „Kudłacze w podróży. Włochy na trzy collie” zaprojektowała, narysowała i modyfikowała. DZIĘKUJEMY

Tutaj możecie zobaczyć więcej jej dzieł:

http://ruvillie.deviantart.com/

019-1

023-1

Dziewczyna z czarodziejską różdżką

Marta Zaparucha, niska, jakby niepozorna, z długimi włosami i pięknym uśmiechem idzie korytarzem gimnazjum. Idzie szybko, energicznie, przybijając piątki ze znajomymi i nie zwracając uwagi na swoje rysunki, które wiszą na ścianach – spojrzenie kieruje dokładnie przed siebie. Słychać głośny dzwonek, wchodzimy do sali. Zaczyna się lekcja. Marta słucha z uwagą, coś zapisuje, ale gdy tylko nauczycielka nie patrzy, otwiera zeszyt na ostatniej stronie i rysuje tam wszystko, co w tej chwili ma w głowie. Od portretów postaci, przez cebule skaczące na trampolinie, aż po piękne, kwitnące wiśnie. Pokazuje mi swój zeszyt. „To nie zeszyt, to dzieło sztuki” – mówię oniemiały. Śmieje się ze mnie, przestępując z nogi na nogę i odpowiada: „To nic, nic takiego. Smutno by było, gdyby te kartki miały być takie puste…”

Gdy wraca do domu, znowu rysuje, przegląda blogi z rysunkami, a gdy nie ma weny, ogląda BBC Sherlocka, słucha muzyki, czyta Oscara Wilde’a i oczywiście mangę. Wszystko, co poza rysunkiem, i tak odbija się w rysunku.

Pewnie urodziła się z kartką i ołówkiem w dłoni, ale w mangowym stylu rysuje od 4 klasy podstawówki. „To wszystko przez telewizję” – opowiada – „Oglądałam kreskówki i nawet nie wiedząc, że to anime, od razu je pokochałam.” Później były kolejne stopnie: gazety o mandze znajdywane w księgarniach, opowiadania, kreskówki… „Do tej pory obejrzałam jakieś 50 serii anime, a pokój mam zawalony 90 tomikami różnych mang.” – śmieje się. Na tym oczywiście nie poprzestaje, chce być coraz lepsza. Wszystko, co przeczyta i zobaczy, później miesza z własną wyobraźnią i przelewa na papier, lub, jeśli tylko może, na tablet, rysuje nawet na paragonach, poruszając delikatnie ołówkiem, swoją czarodziejską różdżką. I napełnia zwykły paragon magią.

Gdy pochyla się nad zeszytem, inspiracją może być wszystko: od kanapki z dżemem, po scenę z filmu czy krótką rozmowę i podrapane drzwi. Jednym z marzeń Marty jest wycieczka do Dublina (ach, ten Oscar Wilde i James Joyce) i wydanie własnej mangi: nie wie, kiedy i jak, ale wie, że na pewno to zrobi! Praca nad okładką „Kudłaczy w Podróży: Włochy na trzy collie” i później trzymanie tej książki w rękach również sprawiło jej wiele radości, pewnie zwłaszcza przy nazywaniu plików jak „001nfgskdnsdyw8”, w czym kompletnie nie mogłem się połapać. „W liceum idę do klasy artystycznej.” – wyjaśnia. – „Mogę ilustrować, tworzyć mangi, okładki, robić cokolwiek, co związane z rysunkiem!” Jest niewiele rzeczy, które mogą ją odciągnąć od pasji.

Marta jest otwarta, nie otacza się jedynie światem mangi, choć uwielbia kulturę japońską (przez 7 lat ćwiczyła karate). Jest samoukiem, ma 15 lat, szerokie horyzonty i wizję siebie. Tworzy i eksperymentuje z rysunkiem, szuka nowych dróg, twierdzi, że chciałaby nawet spróbować rzeźby – premiera „Kudłaczy”, gdy w słoneczny dzień odchodzi, obładowana książkami, jest po prostu kolejnym stopniem, z którego jest bardzo dumna. Jak prawdziwa artystka, jest niezwykle skromna, ma problemy ze zbyt krótkim ołówkiem i małą liczbą stron w zeszycie. A gdy tak idzie szkolnym korytarzem, pośród  wielu nóg i dźwięku rozmów, patrząc prosto przed siebie, wcale nie myśli o snach czy kolejnym rysunku, ale chce pożyczyć kredki od koleżanki, bo swoich wyjątkowo zapomniała zabrać z domu. I wprost nie może wytrzymać, bo jedna z postaci w zeszycie od matematyki ma nie pokolorowane oko – idzie więc dalej, przed siebie, wzywana przez Piękno i dzwonek na lekcje.

Mikołaj Wyrzykowski

Rozgarty, 16.06.2013

Tekst nieautoryzowany

026-1

Marta była też na naszym spotkaniu autorskim  1 czerwca 2013.

.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *