„C’est une belle historie”cz.20 Lawendowy flakonik

Do perfumerii w Le Castellet wszedłem niepostrzeżenie, przemykając za plecami angielskich turystów, z którymi w żywiołową dyskusję wdała się sprzedawczyni. Oglądałem wysokie psy w garniturach, trzymające zegarki na złotych łańcuszkach i kątem oka obserwowałem, co robią angielscy turyści. Sprzedawczyni chodziła wokół nich tanecznym krokiem, pryskając coraz to innymi zapachami, wyjaśniając ich pochodzenie i zastosowanie.

Oszołomieni Anglicy wąchali, podczas gdy ona skakała przy nich z miejsca na miejsce, wykrzykiwała coś po francusku, gestykulowała, robiła miny, klaskała w dłonie za każdym razem, gdy próbowali powiedzieć coś, co choćby w jakimś stopniu przypominało język francuski. Wkrótce Anglicy wyszło z jednym flakonikiem perfum ze sklepu, w którym zostałem tylko ja i sprzedawczyni. Zacząłem z nią rozmawiać, a wtedy ona wychyliła się za drzwi i krzyknęła na całą ulicę, czy nie znajdzie się tu ktoś, kto umie angielski. Jej uwagę przykuła czarnowłosa, śmiejąca się kobieta siedząca na schodkach naprzeciwko z dwoma psami, wyglądającymi identycznie jak ten z filmu Lassie.

DSC_0149-1

– Aller, aller!- krzyknęła, gdy powiedziałem jej, że to Królowa Rudych Smoków, a następnie dodała, wciąż narzekając pod nosem na swój angielski.- Tu będzie im chłodniej. To piękne psy!- i zaczęła je głaskać.

Nebra i Lalka położyły się na środku sklepu, tak, że każdy kto wchodził, musiał przejść obok nich i większość gości nie mogła się oprzeć, by się z nimi nie przywitać. Nasze futrzaste rude smoki na początku trochę kichały, kiedy ich nosy zderzyły się z bogactwem zapachów, ale potem po prostu leżały na chłodnej podłodze, rozglądając się nieprzytomnie dokoła, a ich słodkie lenistwo kontrastowało z niegasnącą energią i żywotnością Francuzki.

DSC_0150-1

La Galejade to rodzinna perfumeria założona w 1962 roku. Są tu intensywnie pachnące świeczki, figurki wytwornych psów trzymających zegary i przede wszystkim perfumy. To one zaprowadziły nas do małego sklepiku i to one pozostają z nami, gdy go opuszczamy. Nie stosuje się ich jednak do skóry, lecz do rzeczy. Francuzka chodzi po całym pomieszczeniu z flakonikiem i psika nimi ściany, meble oraz moją prowansalską czapkę. Pozwala nam zapoznać się z mnóstwem zapachów, które ona sama potrafić określić z zamkniętymi oczami. Opowiada trochę o swoim życiu zbudowanym z perfumów: zapachem angelique lubi perfumować łóżko, aby się dobrze spało, arbuz służy jej do samochodu, zieloną herbatą czasem pryska ubrania. Gdy tak mówi, uśmiecha się. Iskrzą jej się oczy, jest szalenie energiczna, pełna życia i dziecięcej pasji, z którą wykonuje najmniejszą czynności – jest wypełniona energią, którą obdarowuje innych. Wydaje się, jakby odkryła sekret szczęścia, poznała swój raj właśnie tutaj, w małej perfumerii w Le Castellet i teraz dzieli się radością życia, wyrażając ją  w zapachach, których błoga woń unosi się w powietrzu, tak nierozerwalnie z nią związana. Zaraża optymizmem i energią i do dziś, kiedy myślę o Prowansji, powraca do mnie jej niesamowity sposób bycia.

DSC_0152-1

Jeszcze raz, wraz ze Skaczącym po Falach, wróciliśmy pewnego dnia do perfumerii. Sprzedawczyni zrobiła wielkie oczy i wyszeptała ze wspaniale zagranym niedowierzaniem do grupy klientek: „Deja vu…”. Potem roześmiała się, gdy Królowa Rudych Smoków, swoim tradycyjnym zwyczajem, usprawiedliwiając się później tym, że przy spotkaniu dobrze jest komuś na początku podziękować, powiedziała „grazie” zamiast „bonjour”. Skaczący po Falach, bardzo wrażliwy i delikatny, zdawał się odpływać na fali zapachów. Królowa Rudych Smoków zapoznawała turystów z psami, a ja starałem się wybrać najbardziej do mnie pasujący perfum. Padło na lawendę. Iście Prowansalki, piękny, orzeźwiający zapach.

Dziś unosi się w moim pokoju.

Wyszliśmy uśmiechnięci, Królowa Rudych Smoków powiedziała w swoim stylu „bonjour” na pożegnanie, a ja schowałem flakonik z perfum w bezpieczne miejsce, jak najdroższy skarb.

Dziś wchodząc do mojego pokoju, można poczuć słoneczny, marzycielski zapach unoszący się w powietrzu- lawenda jest ze mną, gdziekolwiek idę, w płaszczu, koszuli, w książce, w szafie, w prezentach, które innym daję- trwa przy mnie również teraz, kiedy piszę te słowa i będzie trwać, towarzysząc mi podczas przemierzania drogi do mojego szczęścia, do mojego raju.

Mikołaj Wyrzykowski

Wspomnienia francuskie 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *