Dziennik pokładowy. Żegnaj Burgundio. ( 28 )

Wspinam się na szary murek tuż przy wjeździe na winnicę. Miasteczko  w dolinie jeszcze tonie w ciemności.  Wąskie uliczki podświetlone delikatnymi latarniami poustawianymi niczym nocne lampki przy łóżku jeszcze śpiących. Linia pobliskiego wzgórza zaczyna odcinać się na niebie swoją szarością. Nierówne drzewa, dachy posiadłości usadowionej na samym szczycie, które tak często mijaliśmy jadąc lub wracając z winobrania, znowu lasy i wreszcie na stromym zakończeniu kamienny krzyż, wyraźnie odcinający się na tle nieba i nieśpiesznie płynących chmur. Zaczyna świtać.

Burgundia

Łyk kawy podany jak zawsze w brązowej miseczce, plaster babki z dżemem i pożegnania. Zabieram z sobą wianek z winorośli i ruszamy stromą drogą w dół. Tym razem bez palenia gumy w kamperze, lecz ze ściśniętym gardłem, aby tylko wyrobić na zakręcie. Udało się. W pobliskiej piekarni kupujemy świeże bagietki i jabłka w cieście francuskim – do kawy. Obiad pomimo iż w drodze, jak zwykle w Burgundii o godzinie 12, eh to przyzwyczajenie.

Burgundia

– To było piękne, niezależnie czy zaczynaliśmy nowy rządek, czy też byliśmy dopiero w połowie, kiedy przychodziła godzina 11:45 porzucaliśmy pracę, pakowaliśmy się razem z wiaderkami do samochodów, aby tylko zdążyć na 12, na obiad – mówię do Wojtka siedząc nad talerzem jednocześnie zawijając makaron na trzymany w ręku widelec. Tak było – wzdycham.

Jesteśmy w drodze jakieś 150 km od winnicy gdy coś zaczyna pukać. Najpierw delikatnie, nieco niezręcznie, acz tajemniczo, niczym delikatna sprężynka w nastawianym starym  zegarze.  Po kilkuset kilometrach nasila się głośniejszą melodią, zaczyna iść dym, czuć gumę. Wojtek odkręca koło. Pada werdykt, łożysko. Składamy koło, aby nieco dalej pojechać, a nóż się kuleczki jakoś poukładają i szczęśliwie potoczą. Parkujemy pełni dobrych myśli tuż obok tirów z Polski. Jednego z nich na długo zapamiętam, gdyż obok tablicy rejestracyjnej miał umieszczonego białego orła w koronie na czerwonym tle.

Zaczynamy intensywnie myśleć o Polsce. Jutro już możemy być w domu. 30.09.2016 ( piątek) Ania

Patriota

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *