Noc w Leiden

Wyszliśmy z domu na ciepły, łagodny wieczór. Na podwórku stały rowery. „To daleko stąd”, zapytałem znajomego z Holandii. „Raczej nie”, odparł, „Prosta droga”. Usiadł na rower i zastanowił się przez chwilę. „Potrafisz szybko jeździć?” Kiwnąłem odruchowo głową. „Ok”, odpowiedział i ruszył z miejsca jak koń, który zerwał się do galopu. Zniknął za zakrętem, ja popędziłem za nim, goniąc wiatr, który uciekał, mijał kolejne ulice, zostawiając za sobą smugi światła i szum samochodów.

„Zwolnij trochę”, poprosiłem w pewnym momencie, co też zrobił. „Mówiłeś, że szybko jeździsz”, zdziwił się. „Żartowałem”, odparłem, ledwo mogąc złapać oddech. To był przedostatni dzień w Leiden. Po głowie chodziła mi piosenka grupy Queen, której słuchaliśmy przed wyjazdem. Miałem ochotę głośno ją zanucić.

Leiden fot. Mikołaj Wyrzykowski
Leiden fot. Mikołaj Wyrzykowski

„Dlaczego macie tutaj czarnoskórego św. Mikołaja?”, zapytałem. „To nie św. Mikołaj, ale jego pomocnik, Czarny Piotruś. Kiedy św. Mikołaj czeka na dachu, on wchodzi przez komin, by zostawić prezenty.” Zaśmiałem się. „To trochę…” „Tak, tak…to po prostu tradycja”. Wspomniałem o piosence, która chodziła mi po głowie, na co on zaczął ją śpiewać. Dołączyłem się.

Leiden fot. Łukasz Sawicki
Leiden fot. Łukasz Sawicki

Minęliśmy kolejny kanał. Tradycje…Holendrzy mają dziwne gusta, myślałem sobie.

Leiden fot. Łukasz Sawicki
Leiden fot. Łukasz Sawicki

Co prawda takie stropwaffel, to jest coś, co każdy powinien zjeść – wafelki z nadzieniem karmelowym. Ale już czarne, słone żelki o smaku lukrecji… Wszyscy mi je polecali, mówili, że je uwielbiają, ale gdy spróbowałem jednego, był to chyba największy ból, jaki w życiu przeżyłem. Chyba największe zło, jakie można komuś wyrządzić: przywieźć z Holandii czarne żelki jako prezent.

Leiden fot. Mikołaj Wyrzykowski
Leiden fot. Mikołaj Wyrzykowski

Leiden to piękne miasto, myślałem dalej. Kamienice, uliczki, mosty, kanały, i te wiersze na ścianach w różnych językach…naprawdę piękne.

Leiden fot. Mikołaj Wyrzykowski
Leiden fot. Mikołaj Wyrzykowski

Najpiękniejsze nocą: ta była jeszcze nieznana, otwarta i niewinna. Właśnie wjechaliśmy do centrum miasta, dwa światełka więcej pośród wieczoru.

Leiden fot. Mikołaj Wyrzykowski
Leiden fot. Mikołaj Wyrzykowski

„Dokąd jedziemy?”, zapytałem znajomego. „Dobre pytanie”, odpowiedział. „Ale przynajmniej zbliżamy się?” „No jasne. Im więcej rowerów, tym bliżej jesteśmy”. Jechaliśmy dalej, wzdłuż jednego z licznych kanałów miasta, w kierunku jednej z wielu historii, które noc miała nam podarować.

Mikołaj Wyrzykowski

Leiden, 20-23.11.2014

Leiden

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *