Toruń. Razem w moc żywiołów

Miasto spowite w ciemności. Ludzie poubierani w świecące lampki, kolczyki, bransoletki chodzą po ulicach wpatrując się w ściany budynków. Słychać muzykę i oklaski. Tłumy ludzie przemieszczają się  w tych samych kierunkach. W tę noc wędrujemy i my, ponieważ trwa w Toruniu Międzynarodowy Festiwal Światła.
Międzynarodowy festiwal światła startuje w Toruniu już po raz trzeci, lecz jest pierwszym tak bardzo widowiskowym. Wszystko dzieje się tak dlatego, że tym razem myślą przewodnią imprezy będą cztery, klasyczne żywioły: woda, ogień, powietrze, ziemia – wiele razy już wykorzystywane w podobnych przedsięwzięciach, jednak stanowiące również doskonałe podłoże pod coś nowego i efektownego. A jeśli organizatorzy dodadzą do tego podsunięty im prze Arystotelesa eter (coś poza ziemskiego, z czego mogą być zbudowane np. gwiazdy), szykuje nam się nam wspaniały spektakl, podczas którego będziemy mogli podziwiać w akcji pięć żywiołów – jak mówi Mario Caero, dyrektor artystyczny festiwalu, „stanowiących metaforę jedności wszystkiego.”

 

Baj Pomorski stanie w płomieniach, Collegium Maximum obejmą zielone pnącza winorośli, na  ścianach Centrum Sztuki Współczesnej spadochroniarze wykonają swoje podniebne akrobacje, teatr im. Williama Horzycy zamieni się w jedno, wielkie akwarium, do którego każdy będzie mógł wrzucić swoją rybkę…

 ***

Wybiła już godzina 20.30, zapadł zmrok, kurtyny bezszelestnie gładzą parkiet sceny, uciekając na boki i odsłaniając twarze jaśniejących w ciemności aktorów. Zgromadzeni na trybunach widzowie niecierpliwie wyczekują momentu, gdy któryś z nich postawi swój pierwszy krok, co też po chwili ma miejsce. Wszyscy z zapartym tchem śledzą kolejne poczynania gwiazd dzisiejszego wieczora, swobodnie przechadzających się po fasadach zabytkowych budynków.
 A więc przedstawienie – czas zacząć!
Chętnych, by podziwiać efekty pracy artystów (nawet mimo padającego wcześniej deszczu i nie najlepszej pogody) było tylu, że okropnie długo (ponad kwadrans) byliśmy zmuszeni krążyć po centrum Torunia i szukać miejsca do zaparkowania – a niecierpliwość zżerała nas bezlitośnie, nie pozwalając się wdać się w ten tłum ludzi krążących po Starym Mieście i wypatrujących kolejnego rozdziału w opowieści, jaką swym piórem nakreślił tegoroczny Skyway. Jakimś cudem jednak udało nam się znaleźć wolne miejsce koło ruin Zamku Krzyżackiego. błyskawicznie wysiedliśmy z samochodu i szybkim krokiem ruszyliśmy tam, skąd odchodziła największa liczba ludzi – w kierunku samego Baju Pomorskiego. To właśnie tutaj projekcję w coraz popularniejszej technice mapping 3D przygotowali lokalni twórcy. Krążące po drewnianych ścianach planety, wiatr targający wirującymi liśćmi, tańczące kukiełki… i lecąca na miotle Baba Jaga, przedzierająca się przez tłum ćwierkających, jakby wyciętych z papieru ptaszków. Przedstawienie zakończyło się gromkimi brawami widzów, chwalącymi artystów za trud włożony w jego przygotowanie. Muszę powiedzieć, że uwielbiam tę atmosferę Skywayu – chodzenie zatopionymi w ciemności ulicami, która zdaje się, że chciałaby połknąć nawet nikłe światło dochodzące z pojedynczych latarni. Włączanie się w tłum ludzi, otwierających szeroko ze zdumienia oczy, kiedy kolejny pokaz udowadnia im, jak wiele jeszcze można wyczarować ze światła. Powietrze podczas Skywayu przesączone jest czymś „dziwnym” i rzadko spotykanym, oprószone odrobiną tej niezwykłej magii, która nadaje mu charakteru o zupełnie nowym wymiarze.

Czymś, co właśnie przenosi sztukę wizualną na wyższy poziom było gigantyczne akwarium, które zastąpiło dotychczasowy Teatr im. Williama Horzycy. Było to o tyle ciekawe, że każdy mógł odpowiednio umalować swoją rybkę i „wrzucić” ją do wody – w efekcie akwarium pełne było, często oznaczonych imionami awatarów prezentujących toruńskich mieszkańców.

Kolejnym elementem programu byli przedstawieni na ścianie Centrum Sztuki Współczesnej spadochroniarze, przed miękkim wylądowaniem wykonujący w powietrzu akrobacje w postaci np złączenia się w jedno, duże kółko, czy też formowanie się w inne figury. Sekwencje przez całe 3,5 h imprezy bez przerwy się powtarzały, lecz właśnie dzięki swojej prostocie (choć pewnie samo wykonanie takie proste nie jest) było to interesujące przynajmniej na tyle, by móc chwilę ustać w miejscu i popatrzeć na dzielnych, świetlnych spadochroniarzy.

Strumienie wody tryskające ku niebu w rytmie i napięciu przygrywającej muzyki, sprawiały wrażenie, jakby fontanna Cosmopolis rzeczywiście tańczyła. Zgromadzeni wokół ludzie, choć pewnie już kiedyś to oglądali, w tej chwili zapatrzyli się na zgrabne, wykonywane przez wodę ruchy. Ukazany tuż obok przestrzenny pokaz przenikających się nawzajem prostokątów zastanawiał się, czy może konkurować z fontanną, która przecież jest tutaj już od dawna i nie powinna gromadzić aż tak wielkiej, bawiącej się przy niej publiczności – mimo że torunianie widzieli ją już wiele razy, podczas Skywayu przybierała zupełnie nowe oblicze. Reprezentowała przecież podsycaną kolorami wodę, w sposób tak rzeczywisty, w jaki nie potrafiłyby tego zrobić nawet najlepsze projektory…

 

Przechodząc obok wspomnianego już pokazu prostokątów nieprzypadkowo natrafiliśmy na budynek Collegium Maximum, spotykając się tym samym oko w oko z samym sercem festiwalu, rzeczą najbardziej dopasowaną do ścian budynku, najpiękniejszą i najbardziej widowiskową – czymś, co z pewnością przesądziło o sukcesie tegorocznego Skywayu. Zamarliśmy w bezruchu i z napięciem w sercach spoglądaliśmy na postać przygotowanego przez węgierską grupę Limelight Heliosa, który właśnie odsłaniał nam swą twarz…
Zapadła całkowita ciemność, w której nawet nie było widać fasady budynku. Po krótkiej chwili wyczekiwania z mroku zrodził się układ krążących wokół siebie na podobieństwo układu planetarnego złotych pierścieni, po zaledwie kilkunastu sekundach zastąpiony przez rusztowania i pracujących na ich kilku piętrach budowniczych. Nie zdążyli wbić wiele gwoździ, nim cały budynek ogarnął pożar. Rozległy i pożerający wszystko, co napotka na swej drodze. Zabytek spłonąłł i był teraz pogrzebany gdzieś pomiędzy walającymi się po ziemi, zwęglonymi deskami. W kilka sekund jakby za dotknięciem magicznej różdżki cegły powróciły na swoje miejsce, a przed nami ponownie stał czysty, niczym nieskażony budynek. I w tym momencie stało się coś, czego chyba nikt się nie spodziewał – niektóre części murów poczęły się powoli, ze zgrzytem podobnym do obcierania ze sobą cegieł, przesuwać się w naszą stronę. Na najwyższym piętrze otworzyło się szeroko okno, z którego zaczęła się wylewać się przejrzysta woda. Niczym wodospad spływała po wszystkich wypukłościach ścian, przysłaniając widniejący nad wrotami tabliczkę, na której wyryto nazwę tego miejsca. Wydawało się, że już za chwilkę, za momencik, ptaki uwiją sobie gniazda przy oplatających budynek liściach winorośli… kiedy to niczym ułożony z kart domek pod lekkim podmuchem wiatru opadł na ziemię, pozostawiając przed naszymi oczami całkowitą pustkę.  Prezentacja została dobrana tak, że nie było nawet widać zarysów fasady prawdziwego budynku – a co więcej, została ona bardzo realistycznie przykryta i wykorzystana prze jego świetlnego brata.

Po chwili zaczął on powoli otrzepywać się z kurzu i krok po kroku powstawać, wracając do swojej wcześniejszej postaci. Tym razem jego ściany rozbłysły dziesiątkami kolorowych neonów, po kilku chwilach swej bytności odpędzonych gwałtownym podmuchem wiatru. Tysiące świateł objęły w swe ramiona Collegium Maximum, udając się w szaleńczą gonitwę po jego murach, podczas której wszystko zaczynało się zlewać. Z tego chaosu wyłoniła się zmniejszająca się, lecz nadal wielka kolorowa kula, która już za moment zajaśniała światłem prawdziwego Słońca i przyciągnęła obracające się dokoła siebie planety, które oplotły ją ciasnym, zwartym pierścieniem…

 

Sztuka miała nawiązywać do elementów historii Torunia i z pewnością widzowie to wychwycili – chociażby pożar miasta, czy dwa nawiązania do teorii geocentrycznej Mikołaja Kopernika, który przecież tu się urodził. Ale najważniejsze było uczucie, jakie nosiłem w sobie po zobaczeniu tego pokazu. To było coś niesamowitego, coś, czego jeszcze nigdy w życiu nie miałem okazji oglądać. Wrażenie było piorunujące, naprawdę.

W drodze do samochodu, słysząc dochodzące z Fosy Zamkowej dźwięki orkiestry postanowiliśmy odwiedzić i to miejsce, by zobaczyć, co też tam się wyprawia. A trzeba przyznać, że belgijski zespół Hekt Pakt stworzył przy prezentacji El Sol coś tak specyficznego i „dziwacznego”, że nawet najstarsi górale by się tego nie spodziewali – rzeczywiście, jak dumnie głosi ulotka, „wyniósł sztukę performatywną na całkowicie inny poziom”.

Otóż Fosa Zamkowa została zajęta przez zgrupowanie białych, oświetlonych namiotów – jeśli popatrzeć na to z góry, można zobaczyć wyraźnie, że zostały ułożone na kształt klucza wiolinowego. W każdym namiocie znajduje się pochodzący z orkiestry muzyk, wchodzący w interakcję ze spacerującymi ludźmi. Jeden gra na bębnach, inny na trąbce, flecie poprzecznym, trójkącie, puzonie… znalazł się też zamknięty w namiocie kot, co chwila wydający z siebie głośne miauczenie – zaś jeśli tylko dotkniemy jednej ze ścianek jego legowiska, ostrzegawczo na nas zawarczy…
***
  • Wpół do dwunastej?! Już prawie północ?- wykrzyknąłem, wsiadając do samochodu i spoglądając z przyzwyczajenia na zegarek.
Ale tak była prawda – przy Skywayu bawiliśmy dłużej, niż to wcześniej planowaliśmy. Nie dziwiłem się wciąż spacerującym uliczkami ludziom, którzy sprawiali wrażenie, jakby jeszcze im było mało – czułem się bardzo podobnie. Pomyślałem sobie, że jeśli tylko wszystko się uda, przyjadę jeszcze ostatniego dnia festiwalu, by zobaczyć Rowerową Masę Krytyczną – może również wpadnę na jakiś ciekawy pomysł ozdobienia świecidełkami swojego roweru. Na resztę atrakcji związanych z imprezą, np. koncerty już niestety za późno…
Według Mario Caero „Skyway jest odzwierciedleniem duszy Torunia”. W tym miejscu muszę szczerze powiedzieć, że bardzo polubiłem moje miasto o takim charakterze – kolorowe, pełne wpływających na nie artystów, obfitujące w przeróżne imprezy kulturalne, niepowtarzalne… Takim właśnie powoli się staje i chciałbym, by pozostało na zawsze. A co do Międzynarodowego Festiwalu Świateł… nie widziałem podobnych imprez organizowanych w Lyonie, Wiedniu czy Wenecji, lecz wersja polska zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie – z całą pewnością o wiele większe, niż poprzednia edycja. A więc Torunianie, włącznie z tym zostały wam jeszcze jedynie dwa wieczory, by przekonać się, jak naprawdę wygląda kulturalne i artystyczne oblicze waszego miasta w świet(l)nych objęciach Skywayu…
Mikołaj „Mikiotor” Wyrzykowski, 14 lat
Polska, Rozgarty, 12.08.2011
Tegoroczny Skyway trwa od 9 sierpnia do 13 dnia tego miesiąca.

 

Z gwiazdozbioru Perseusza wylatują perseidy ( roje meteorytów).  W nocy z 12 na 13 sierpnia nastąpił kulminacyjny moment. Deszcz meteorytów osiągnął szybkość 70 meteorytów na godzinę ( zobacz stronę International Meteor Organization).
 
W  Toruniu w tę ostatnia noc ludzie jeszcze nadal chodzą szukając światła na ziemi i patrzą na budynki, bo to ostatnia noc festiwalu światła. Nasz deszcze meteorytów jest tutaj, w Toruniu. 
Foto: Collie na festiwalu światła w dniu 13.08.2011- BIG DREAM Grenwood FCI
Razem z rodziną i przyjaciółmi poszłam jeszcze raz zobaczyć, przeżyć, podzielić się i zapamiętać tegoroczne fascynujące widoki, grę kolorów i dźwięków w świetle mojego Torunia
Jak wiele osób rysowaliśmy rybkę marzeń, niech się nam spełni ponownie spotkać w świetle toruńskich meteorytów za rok…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *