Dziennik pokładowy. Kolacja z widokiem (10)

Zerwać z drzewa swoją figę, to nie to samo, co o niej słyszeć. Pływać w chorwackim morzu to nie to samo co w Bałtyku. Pływając ostatniego dnia zdałam sobie sprawę, że pomimo wielu niepewności, niczego nam w drodze nie brakowało, ba a nawet kłótnie i sprzeczki podczas drogi prowadziły nas do celu, bez nich nie byłoby celu. Wyrażaliśmy siebie szukając najlepszej drogi.

Cieszyć się, widzieć ślady na wodzie, obserwować rybki robiące salda nad wodą, wymieniać się rurkami, łamać rurki, a nawet na końcu bawić się z jeżowcem. Szczęście! Być zanurzonym w oceanie miłości i radości. Żyć! Czy widziałeś się szczęśliwym?

Zabrać w podróż kamperem rzecz z którą nie wiesz co zrobisz to czasami zabrać bawełniany, krochmalony obrus w kwiatki przelatany grubą koronką. To był właśnie mój wybór. Nigdy podczas całej podróży nie używany, schowany,równo poukładany, jakby nie pasujący do naszego wyprawy i naszego drużyny. A jednak…dzisiejszego wieczoru miał swój czas, bez niego nie byłoby tak samo.

Zapakowaliśmy obrus w różyczki, torby z jedzeniem, ręczniki, żółty materac i ruszyliśmy po raz ostatni kamienistą drogą w dół nad morze, świętować wszystko to co się wydarzyło i trwało teraz!

Obrus rozłożyliśmy na skałach, wyjęliśmy zawartość toreb i rozsiedlimy się wygodnie jedząc, pijąc i wdychając zachodzące własnie słońce, tę niezapomnianą chwilę.

Co jakiś czas ktoś przechodził tuż przy skałach, spoglądał na nas, uśmiechał się.

Tego dnia zrobiliśmy razem jeszcze jedną rzecz wspólna kąpiel w rozświetlonym światłami niedalekiego miasteczka morzu. Jutro czekała nas już tylko droga powrotna.

Ania, Chorwacja 2018

cdn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *