Dziennik pokładowy. Jak figi w słońcu (9)

Obudzić się tuż przy drodze w miejscu w którym się nie zasypiało to jest coś! Pomieszać czasy, odwiedzić gaj oliwny, być jednocześnie w Chorwacji i wynajmować pokój w Londynie i usłyszeć bezcenne- przespałaś to!

To znaczy wreszcie obudzić się i zacząć nowy dzień.

W planach mieliśmy najbliższe dwa dni kąpieli i odpoczynku i aby dokonać tego w sposób idealny powróciliśmy do miejsca, z którego zaczęliśmy naszą chorwacką przygodę, nie mogło być inaczej. Do dzisiaj mam przeliczoną ilość kilometrów, ilość spalonego paliwa potrzebną aby tam dojechać, żeby ocenić czy mam taką ilość gotówki albo ile mi brakuje, że tam właśnie być. To jest dopiero zauroczenie!

A więc powróciliśmy do miejsca wyjazdu, to była pierwsza „klamra kompozycyjna”. Druga trafiła się całkiem niespodziewanie i bez uprzedzenia, ale po kolei.

Tego dnia brakowało na wody w kamperze i wiedzieliśmy, że bez niej nie zrealizujemy naszego planu zaparkowania kampera przy grzejących się w słońcu figach i moczenia się w morskiej wodzie na kolejne dwa dni. – Spoglądamy w lewo, na prawa i nic. Wreszcie niespodziewanie skręcamy. Wąska droga, kamper jakoś się mieści, wprost z niego można zrywać figi, robi się dobrze! Ale woda, gdzie jest woda?

Wjeżdżamy na teren gospodarstwa i następuje coś zupełnie nieplanowanego i niezapomnianego. Nie tylko tankujemy do syta wody, dostajemy cebulę i pomidory, kupujemy wino o kolorze pomarańczy, ale też rozmawiamy z rodziną gospodarzy i modlimy się razem. Przedziwna chwila. Słyszałeś co po chorwacku mówiła Babcia?

Zatankowani, zapakowani w jedzenie parkujemy nasz domek i pośpiesznie gotujemy obiad, Mikołaj gotuje obiad, z tego co jest, z głowy, taka najlepsza kuchnia kamperowa.

Tymczasem gdzieś w wodzie przyczajona czekała na mnie druga klamra kompozycyjna. A było z nią tak…

Woda ciepła nic tylko pływać lekko odpychać się nogami. Wykonuję lekki ruch w trakcie płynięcia i …powitałam jeżowca. Klamra – dwa jeżowce na początku i na koniec podróży, dwie nogi. Rozpoczęła się akcja nakłuwania czyli wypędzanie jeżowca z drugiej nogi. ( pierwsza walka z jeżowcem- tutaj)

Po długiej i wyczerpującej walce, zasnęłam niespodziewanie, rezygnując z możliwości dalszego moczenia w morzu, ku zdziwieniu części załogi.

Dalsze pływanie zaplanowaliśmy o zachodzie słońca.

Panuje cisza, fala cicho szemrze. Leże na wodzie poddając się falowaniu. Na niebie coraz więcej gwiazd, gdzieś z oddali widać błyskawice nadające niebu tego wieczoru jeszcze ciekawszą historię. Zachodzące słońce coraz bardziej dojrzewa bawiąc się w chowanego.

Zapaliwszy znalezione pochodnie żegnamy pełen niespodzianek dzień

Ania, Chorwacja 2018

cdn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *